Baza wiedzy

Niepowodzeniami innych karmimy się jak czekoladą...

Cudze niepowodzenia są dla naszego mózgu taką przyjemnością, jak jedzenie czekolady. Cieszymy się ze złej passy i porażek innych. Uczucie to nie jest wyłącznie negatywną cechą czyjegoś charakteru, ale głęboko zakorzenioną w ludzkiej naturze prawidłowością.






Naukowcy wykazali, że radość z cudzych niepowodzeń wzmacnia nasze wewnętrzne poczucie sprawiedliwości i jest doskonałym sposobem dowartościowania siebie. Niestety, ma też złą stronę – nadmiernie podsycana radość z takiego powodu może prowadzić do uprzedzeń czy dyskryminacji.





Na wieść o porażkach ludzi, zwłaszcza tych, których niezbyt lubimy, w naszym mózgu aktywuje się układ nagrody - ten sam, który dostarcza nam przyjemności, gdy oddajemy się jedzeniu, nałogom albo uprawiamy seks. Potwierdziło to badanie wykonane za pomocą reznansu magnetycznego.






Radość sprawiają nam przede wszystkim potknięcia tych, z którymi rywalizujemy.






Satysfakcja z niepowodzeń bliźnich pełni też dodatkową rolę - pomaga w utrzymaniu poczucia sprawiedliwości. Cieszymy się na przykład, gdy w pracy zostanie zwolniona osoba, która pracuje źle lub awansuje w nieuczciwy sposób. Poczucie sprawiedliwości jest jednak bardzo subiektywne, dlatego niektórych razić może nawet to, że sąsiad ma lepszy samochód albo ładniejsze mieszkanie. Takie osoby są więc zadowolone, kiedy nieszczęśnik zachoruje lub zostanie okradziony.






Cecha ta jest też dobrym sposobem na dowartościowanie siebie - w porównaniu z nieudacznikami czujemy się sprytniejsi, zaradniejsi i nabieramy pewności siebie.






Najbardziej ostentacyjnie cieszą się z porażki przeciwników kibice sportowi oraz politycy i osoby zaangażowane w politykę - z błędów opozycji.






Radość z klęski przeciwnika nasila się zwłaszcza w grupie – gdy ludzie widzą, że inni czują to samo, co oni, przestają negatywnie postrzegać tę cechę i zaczynają wzajemnie podsycać ją w sobie.






Naukowcy sprawdzili, które mechanizmy mózgowe odpowiadają za to, że cieszyć może największe nieszczęście, a nawet śmierć przeciwników. Okazało się, że sprawcą tego uczucia jest oksytocyna - hormon miłości, nigdy wcześniej niepodejrzewany o wywoływanie w człowieku złych uczuć. Wydziela się on np. podczas orgazmu i karmienia piersią i sprawia, że przywiązujemy się do ludzi i obdarzamy ich zaufaniem, odpowiada więc za bliskie relacje z innymi. Odkrycie, że to właśnie oksytocyna każe nam cieszyć się z porażki innych, było dla badaczy całkowitym zaskoczeniem.






Dokładniej związek hormonu miłości i złośliwej satysfakcji z porażki przeciwników wyjaśnił holenderski naukowiec. Jego zdaniem budująca silne więzy międzyludzkie oksytocyna może też paradoksalnie mieć antyspołeczne działanie. Z jego obserwacji wynika, że gdy ludzie łączą się w grupy, stężenie oksytocyny rośnie do tego stopnia, że zaczynają faworyzować tylko swoich, nie bacząc na krzywdę obcych. Prowadzi to do skłonności do wywyższania własnej grupy ponad inne.






Wynika z tego, że radość z cudzej porażki jest tym łagodniejszym z możliwych skutków działania oksytocyny. W pewnych warunkach, zwłaszcza w grupie owo uczucie może dawać początek społecznym czy narodowym uprzedzeniom.

Copyright © 2008-2018 Narkotyki.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kliknij tutaj aby skontaktować się z administratorem.